poniedziałek, 1 października 2012

Shopping bag, czyli co mi ostatnio wpadło do koszyka

Przez projekt denko,
 staram się ostatnio nie przesadzać z zakupami kosmetycznymi.
I muszę przyznać, że jak na moje możliwości, 
jakoś mi się udaje.
Może nie idealnie, ale zawsze to do przodu.
Nie mniej jednak, w ciągu ostatniego miesiąca,
kilka rzeczy kupiłam.
Zacznę w sumie od najważniejszej, czyli sławetnych lakierów Essie. 
Stwierdziłam, że w regularnej cenie 
 są za drogie, więc stoisko omijam zawsze szerokim łukiem.
Jednak byłam ostatnio w Tk Maxx, co nie zdarza mi się zbyt często, 
bo jest mi do tego centrum handlowego zupełnie nie po drodze
i z reguły robię zakupy w innych,
jednak tym razem musiałam i zajrzałam przy okazji do sklepu.
Wyszłam z dwoma łupami, jednym z nich są właśnie 3 lakiery Essie
 w cenie 12.99 euro.
Myślę, że każda blogowiczka zna już tą promocję,
bo ostatnim razem, czytaj kilka długich tygodni temu, 
już ją widziałam tylko się nie skusiłam.
Jednak pomyślałam sobie, że wszyscy piszą o tych lakierach, więc ja też spróbuję to cudo.


Because of the project Denko,
  I try not to overdo the recent cosmetic purchases.
And I have to say, like for me
somehow I manage to do it.
Maybe not perfect, but always forward.
Nevertheless, in the last month,
I bought a few things.
I'll start with a total of priority, which is famous Essie varnishes.
I found that on the regular price
 they are too expensive, so I pass the stand always when I see it.
However, I was recently in Tk Maxx, which doesn't happen very often,
because it's for me completely out of the way
and generally I'm doing shopping in other places.
But this time I had to and I looked at the way to the store.
I went out with two purchaces, one of them are just 3 Essie varnishes
  the price of 12.99 euro for a set.
I think every blogger already knows this promotion,
because last time, read a few long weeks ago,
I saw it already but wasn't tempted.
This time I thought everyone is writing about these varnishes, so I'll try this miracle.

ESSIE
Niestety mam numery tylko 2 z nich,
różowy 472
i bordowy 424.
Na czerwonym nie było naklejki.

Unfortunately, the numbers I have only 2 of them,
472 pink
and maroon 424.
There was no sticker on red one.





Kolejnym zakupem są także lakiery. 
Pojawiają się od czasu do czasu w blogosferze, 
więc pomyślałam, że może warto je wypróbować,
tym bardziej, że cena nie jest zbyt wygórowana.

Another purchase are also varnishes.
There are from time to time in the blogosphere,
so I thought I might want to try them out,
the more that the price is not too high.

ESSENCE
109 Off To Miami
111 English Rose




A teraz kolej na usta.
Myślałam, żeby zrobić wam osobne recenzje z każdego produktu,
ale doszłam do wniosku, 
że krótka wzmianka wystarczy.
Zacznę od balsamu do ust firmy Catrice.
Powiem tak.
Jest to najbardziej gadżeciarsko wyglądający balsam do ust,
jaki kiedykolwiek miałam.
Przez samo opakowanie. Wygląda, jak szminka,
a szminką nie jest.
Opakowanie jest kobiece, glamour i w dodatku różowe.
Czego można chcieć więcej? :)
Zawartość też nie jest zła. Nie postawiłabym jej np. ponad Carmexem,
ale myślę, że gdzieś tam na środkowej półce balsamów.
Nie zostawia za sobą tłustego filmu, 
czego absolutnie nie znoszę,
nawilża w stopniu zadawalającym.
Jest różowa, ale ust nie barwi jakoś szczególnie.
Nie żałuję, że ją kupiłam.


And now the turn of the mouth.
I thought to do separate reviews of each product,
but came to the conclusion
brief mention that is enough.
I'll start with Catrice lip balm.
I'll say like that.
It's the most gadget looking lip balm,
I've ever had.
By the packaging. It looks like a lipstick,
and it's not the lipstick.
The packaging is feminine, glamorous and in addition pink.
What more can you ask for? :)
The content is also not bad. I wouldn't put this for the example above Carmex,
but I think somewhere in the middle shelf of lip balms.
Don't leave behind greasy film,
which I absolutely can't stand,
hydrates in a satisfactory standard.
It's pink, but somehow doesn't appears that way on your lips.
I don't regret that I bought it.




I ostatnia już pozycja to 2 błyszczyki firmy Barry M.
Skusiłam się po recenzji jednej z dziewczyn, nie pamiętam już której.
Pachną fantastycznie, cukierkowo.
Mogłabym je wąchać na okrągło.
W zastosowaniu też nie mogę narzekać.
Nie kleją się, utrzymują na ustach dość długo.
Nie są mocno napigmentowane, więc nie można tutaj szukać
ogromnej zmiany koloru.
Po prostu podkreślają nasz naturalny odcień ust.
Myślę, że będą bardzo dobrym kosmetykiem do stosowania na szminki.


And the last item is 2 lip glosses of Barry M.
I was tempted after the review of one of the girls, I don't remember which one.
They smell fantastic, like candy.
I could smell it all the time.
I can't complain about application too.
Don't stick, keep on the mouth for a long time.
They are not to much pigmented, so you can't look here
a big color change.
Simply highlight your natural shade.
I think it will be very good cosmetic for use over lipstick.







11 komentarzy:

  1. błyszczyki barry m i lakier essie (ten w środku) cudo! balsamów z catrice u nas takich nie widziałam. 'fajoskie' zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. u nas już po ptakach - essie w promo się skończyły...
    my mamy Bath&Body Works a Wy Barry M :)

    OdpowiedzUsuń
  3. swietne zakupy :) wszytsko mi sie bardzo podoba :):)

    OdpowiedzUsuń
  4. Te 3 lakiery ostatnio tez milam w reku. Jednak nie kupilam. Zainwestowalam w swiecznik. Ten ciemno czerwony,bordowy mnie jednak interesuje:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor muszę przyznać dosyć popularny... Miałam kiedyś fazę na bordowy i mam jeszcze w swoim zbiorze kilka pozostałości i niczym się nie różnią. Może jedynie jakością.

      Usuń
  5. "ESSENCE" Off To Miami. Przepiękny kolor, czekam na zdjęcia jak wygląda na paznokciach :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. lakiery Essie i błyszczyki Barry M świetne!

    OdpowiedzUsuń
  7. Marzą mi się lakiery essie, ale na razie mój portfel przeżywa październikową traumę kosmetyczną, choć jeszcze nie ma połowy miesiąca :D

    OdpowiedzUsuń